1. pl
  2. en

     

     

 

 

 

 

     – Gdzie dziewczyna?

     – W pokoju obok.

     – Przyprowadźcie ją.

     – Tak jest.

   – Puszczaj! Słyszysz! Puszczaj, mówię! Ałła... – zapłakana szesnastolatka, szarpana za włosy, miotała się i krzyczała co sił, próbując wyswobodzić się z żelaznego uścisku prawej dłoni chłopaka, który był od niej jedynie o kilka lat starszy. Ten, nie zważając na jej opór, szamocząc się z nią, przeciągał ją przez ustronny apartament jednego z nowojorskich hoteli. Nastolatka, mocno pociągnięta za włosy w dół, upadła z impetem na kolana przed starszym mężczyzną, który, siedząc wygodnie na kremowej kanapie, wpatrywał się w rozciągający za oknem czternastego piętra pejzaż miasta. Miasta, które ponoć nigdy nie śpi.

   – Wiesz, dlaczego dziewięćdziesiąt procent ludzi na świecie nie osiąga sukcesu? Dlaczego ich wszelkie działania, jakie podejmują, nie dają im ani spełnienia, ani satysfakcji? – Elegancko ubrany, w grafitowy garnitur, siwy mężczyzna przed sześćdziesiątką, pytając, spojrzał spokojnym wzrokiem na zlęknioną, zapłakaną nastolatkę. – Tak się dzieje, kiedy powiela się utarte schematy. Praca, dom, praca, zabawa, praca, przyjemności. I tak w kółko. To zatraca prawdziwą tożsamość człowieka. Będąc na skraju, zradza się pożądanie, aby za wszelką cenę zmienić życie, które okazało się tak wielkim rozczarowaniem. Podążając za tą myślą, za tym pragnieniem, docieramy do miejsca, z którego zaczynamy bezmyślnie czerpać korzyści, godząc się na wszystkie uprzednio postawione warunki. – Mężczyzna, jeszcze bardziej poważniejąc, upił łyk gorącej kawy z filiżanki, którą trzymał w prawej ręce. – Kiedy czas tak sobie swobodnie leci i nikt nie zgłasza się po zwrot długu, łudzimy się, że może zniknął, jak my. Niestety, na tym świecie nic nie ma za darmo. Dlatego za każdym razem dziwi mnie jeszcze bardziej fakt, że kiedy nadchodzi dzień zapłaty za hojność i życzliwość, jaką się otrzymało, nagle każdy próbuje zaszyć się w dawnej skorupie, nakładając z nadzieją płaszcz szaraczka, licząc na to, że dług, jaki zaciągnęli, będzie odpuszczony, ot tak, po prostu. – Wstając, podszedł do szklanej ściany, która obrazowała, jak wysoko wzbił się ponad innych. – Przyprowadźcie ich. – Mówiąc to, zerknął ponownie na dziewczynę, która, wodząc wzrokiem za siebie, dostrzegła, jak do pokoju wchodzi dwóch mężczyzn, a tuż za nimi dwóch innych, mocno poobijanych, którzy na jej widok zaczęli krzyczeć, że ona nie ma z tym nic wspólnego.

     – Tato – szepnęła nastolatka. – Bracie – powiedziała, przez łzy.

     – Zostawcie ją w spokoju, bydlaki!! – krzyczał chłopak, tylko o rok starszy od swojej zapłakanej siostry.

     – Widzisz, moja droga, każdy dług trzeba spłacić. Twój ojciec swój zaciągnął jakiś czas temu. Niestety, nie udało mu się go spłacić. Wtedy to przyszedł twój brat i zapierał się, że on go spłaci. I jemu niestety się nie udało. – Mężczyzna, odkładając na szklany, niski stolik filiżankę, podszedł do leżącego na niej drewnianego neseseru. Otworzywszy go, wyciągnął czarny pistolet, na którym widniał napis Walther P99. – Wiesz co to jest? – spytał, spokojnie wkładając do magazynku nabój po naboju. Gdy skończył tę czynność, przeładował go i skierował lufę wprost na czoło dziewczyny. Ta, nieruchomo wpatrując się w oczy mężczyzny, po chwili zamknęła powieki, spod których spływać zaczęły łzy. – Ten model jest wykorzystywany przez służby mundurowe. Doskonale pasuje do kobiecej dłoni. Zawiera piętnaście naboi o średnicy dziewięciu milimetrów. Idealny w chwili kiedy trzeba oddać ciąg strzałów. – Mówiąc to, zabrał z czoła przerażonej nastolatki lufę. Opuściwszy ją w dół, ku podłodze, poprosił, aby dziewczyna otworzyła oczy. Kiedy to uczyniła, dostrzegła, jak mężczyzna wyciąga z drewnianej skrzynki, z której wcześniej wyjął pistolet, coś długiego, czarnego, okrągłego i zaczyna przykręcać to do lufy pistoletu. Przyglądając się temu czynowi, nie zauważyła, jak mężczyzna lekko się uśmiecha, widząc jej zainteresowanie. Odpowiadając sucho na jej niewypowiedziane pytanie, rzekł, że to jest tłumik, który zagłuszy wystrzały, które będzie oddawać. Dziewczyna, zastygła. Z przerażeniem odwróciła wzrok w stronę mocno pobitego i krwawiącego ojca, który wraz z synem klęczał nieopodal, wpatrując się ze strachem w dystyngowanego, niewzruszonego mężczyznę, który idąc w ich stronę, bez ostrzeżenia oddał jeden strzał w lewe kolano ojca nastolatki.

     – Tato!! – krzyknęła.

     W pośpiechu zerwała się z podłogi i podbiegła do wijącego się z bólu ojca.

     – Proszę nie zabijaj go! Błagam! – próbując mu pomóc, została po raz kolejny odciągnięta za włosy do tyłu.

     – A zatem. Na czym skończyliśmy? A no tak. – Mężczyzna, zerknąwszy na dwóch mężczyzn stojących tuż za klęczącym dłużnikiem i jego synem, dał znak, aby ci wyciągnęli swoją broń i skierowali ją na nich obu. – Za piętnaście minut zejdziesz schodami z jednym z moich ludzi na ósme piętro. Kiedy staniesz przed windą, do której cię zaprowadzi, będziesz miała jedno zadanie. Po otwarciu się drzwi windy masz oddać wszystkie strzały do osoby tam się znajdującej. Czy to zrozumiałe? – pytając, uważnie się jej przyglądał.

     – Ale… ja nigdy nie strzelałam z broni. Nigdy nawet nie miałam jej w dłoni – odpowiedziała drżącym głosem, mocno się przy tym jąkając.

     – Zatem trzeba to zmienić – odwróciwszy się do wszystkich plecami, wręczył broń chłopakowi, który przytargał ją wcześniej z pokoju obok. Ten natychmiast wcisnął broń w rękę przerażonej dziewczyny. Oszołomiona, bezradnie patrzyła, jak jej drżąca dłoń kieruje się w stronę ojca. Kiedy palec nacisnął spust, pistolet wydał przytłumiony dźwięk, raniąc mężczyznę w drugie kolano. Gdy to się stało, w panice upuściła broń na podłogę. Zanosząc się gromkim płaczem, próbowała ocucić omdlałego ojca, który po drugim wystrzale od razu stracił przytomność.

     – Jeżeli nie chcesz, aby to samo przytrafiło się twojemu bratu, radzę spłacić dług, jaki twój ojciec u mnie zaciągnął. Po potwierdzeniu, że tego dokonałaś, twój ojciec zostanie przetransportowany do szpitala wraz z twoim bratem. Pożegnaj się.

     – Pożegnaj? A co będzie ze mną? – dziewczyna przez opuchnięte od płaczu oczy, spojrzała na stoickiego mężczyznę.

     – Na kilka lat trafisz do świata, który da ci szansę na skalkulowanie życia, jakie dotychczas wiodłaś. Za tę szansę, gdy wyjdziesz, będziesz mogła podziękować ojcu. A i jeszcze jedno. Znasz może przysłowie „milczenie jest złotem”? – Widząc, jak dziewczyna kiwa potakująco głową, podszedł do niej, przykucnął i pogłaskał ją, mówiąc: – Do czasu, kiedy będziesz milczała, twoi bliscy będą bezpieczni. Zrozumiałaś?

     – Tak.

Gdy się upewnił, że ta faktycznie zrozumiała przesłanie, spojrzał na zegarek u lewej dłoni. Spokojnym gestem dał wszystkim znać, że już czas. Wróciwszy na kanapę, wysłuchał raportu od swojego zaufanego pracownika o tym, na jakim etapie są sprawy z wyższego szczebla.

    – O trzynastej musimy być na lotnisku – powiedziała wchodząca szybkim krokiem do apartamentu trzydziestoletnia kobieta, pełniąca funkcję asystentki.        Zwalniając na krótką chwilę, rzuciła szybkie spojrzenie na zakrwawionego, nieprzytomnego mężczyznę, który był w objęciach syna, oraz na zapłakaną, stojącą tuż obok nich nastolatkę.

     – Wszystko gotowe?

     – Tak. Ludzie są na pozycjach. Nie powinno być żadnego problemu.

     – Obyś miała rację – sucho odparł, skupiając wzrok na odległym punkcie za horyzontem.

    Kobieta, widząc, na co ten patrzy, z grymasem lekkiego uśmiechu rzuciła, że niedługo i z tamtego miejsca będzie mógł podziwiać widoki. Mężczyzna nie zareagował na jej komentarz. Wstał i udał się do sypialni, którą zajmował przez ostatnie dwa dni.

     – Doprowadźcie ją do porządku i dopilnujcie, aby wykonała zadanie – rzuciła kobieta, wychodząc z pokoju.

     – Chodź – warknął pospiesznie jeden z mężczyzn, łapiąc małolatę za lewe przedramię. – Ruszaj się, nie ma czasu!

     Dziewczyna spojrzała na przerażonego brata. Ostatkiem sił próbowała zatamować napływające do oczu łzy. I on patrzył na nią wzrokiem pełnym współczucia. Wiedział bowiem, że teraz już tylko od niej zależało czy przeżyją z ojcem, czy nie. Po wejściu do łazienki, do której zaciągnięto ją siłą, dostała pięć minut na doprowadzenie się do porządku. Patrząc w lustro, ledwo co potrafiła się w nim rozpoznać. Drżącą ręką przekręciła kurek w kranie, z którego poleciała zimna woda. Czując ją, zamknęła oczy. Zaczęła się modlić o jakąkolwiek pomoc. Niestety, żadna nie nadeszła, a wyznaczony czas dobiegł końca. Z zamyślenia wyrwało ją głośne walenie pięścią w drzwi.

     – Masz – powiedział stojący przed nią mężczyzna, który wciskał do jej prawej ręki broń.

W trakcie tej krótkiej czynności wydawał bardzo szybko mnóstwo komend. Nastolatka, mechanicznie kiwając głową, starała się zapamiętać te najistotniejsze.

     – Poczekaj... – poprosiła szeptem, pociągając go za skórzaną brązową kurtkę. – Skąd mam wiedzieć, że to będzie ta osoba?

     Chłopak, przystanął przed windą. Spojrzał jej w oczy.

     – Będzie miała czarną różę w ręce – burknął, rozglądając się czy nikt nie idzie. – Pamiętaj, od tego zależy życie twoich bliskich. Jeżeli nie strzelisz, będziesz miała na rękach krew ojca i brata.

     Słysząc te słowa, ponownie poczuła, jak nachodzą jej do oczu łzy.

     – A jeżeli będzie więcej osób? Co wtedy?

     – Nie będzie, już tego dopilnujemy. Winda zatrzyma się tylko dwa razy. Pierwszy raz na trzecim piętrze. Wejdzie do niej nasz człowiek, który wręczy różę, po czym wysiądzie na szóstym piętrze. Kolejny raz jak się otworzą drzwi, będzie to piętro. Szef kazał ci wystrzelać cały magazynek. Na twoim miejscu, po pierwszym strzale, nie patrzyłbym, gdzie padają kolejne. Jak tylko otworzą się drzwi, pociągaj za spust tak długo, aż się pistolet zablokuje. Po wszystkim skieruj się w stronę schodów, będę tam na ciebie czekał. Rozumiesz?

    Widząc przerażoną twarz dziewczyny, poczuł, jak wibruje mu w kieszeni spodni telefon. Wyciągnął go i dojrzał na ekranie krótki komunikat, że cel jest przy windzie.

     – Powodzenia.

    Dziewczyna zerknęła na odchodzącego mężczyznę. Sekundę później jej wzrok powędrował na trzymany w dłoni metalowy, ciężki przedmiot, a następnie na windę.

     – Błagam, nie ruszaj. Nie ruszaj – szeptała w myślach.

    W tym czasie, panujące na parterze zamieszanie z powodu blokady windy numer trzy, rozjuszyło czekających przy niej gości. Podstawiona obsługa, która próbowała opanować sytuację, zaoferowała w hotelowej kawiarni darmowe desery. Gdy goście zaczęli ulegać namowom, dwóch pracowników dało znać, że przez hol zbliża się obiekt, którego wypatrywano. Zastawiając wejście do dwóch pierwszych wind, sprawili, że ten przystanął przed trzecią z nich. Na co liczyli wszyscy. Kiedy winda ruszyła, dali znać osobie z trzeciego piętra, że ma nacisnąć guzik, aby ta się na nim zatrzymała. I tak młoda kobieta przed czterdziestką, udająca sprzątaczkę, weszła do windy, uprzejmie witając stojącego w niej mężczyznę. W lewej ręce trzymała długą, bez kolców czarną różę. Gdy drzwi zaczęły się zamykać, z głębi korytarza dobiegł błagalny głos innej kobiety, proszącej o zatrzymanie windy. Mężczyzna pośpiesznie wyciągnął do przodu prawą dłonią, blokując drzwi. Dzięki czemu winda nie odjechała.

     – Dziękuję – powiedziała młoda kobieta, z wysiłkiem wpychając do środka wózek hotelowy, który po brzegi był wypchany pościelą. – Dziękuję – ponownie wyszeptała, rzucając szybkie spojrzenie na stojącą tuż za jej plecami sprzątaczkę, której nigdy wcześniej nie widziała. – Jesteś nowa?

Kobieta, lekko podenerwowana, zaczęła przepychać się do przodu. Udając potknięcie, niechlujnie wręczyła mężczyźnie trzymany kwiat, po czym w popłochu wysiadła, jak tylko drzwi windy się otworzyły.

     – Przepraszam, zapomniała pani kwiatka! – krzyknął, wychodząc za nią na korytarz.

    Gdy zauważył, że kobieta szybko zniknęła za rogiem, westchnął i wrócił do windy. Śmiejąc się pod nosem, spojrzał na nieśmiałą dwudziestokilkulatkę, która wpatrywała się w podłogę windy.

     – Proszę, weź ją. Mi ona do niczego się nie przyda – powiedział z lekkim uśmiechem, wyciągając w jej stronę okazałą różę.

Dopiero po tych słowach dziewczyna nieśmiało podniosła głowę.

     – Haru? – rzucił, niepewnie.

     – Scott? Co ty tutaj robisz? – odparła z zaskoczeniem. – W tej czapce z daszkiem w ogóle cię nie poznałam.

     – Mam spotkanie na ósmym piętrze. Kompletnie wyleciało mi z głowy, że tutaj pracujesz.

     – Tak, na pół etatu. Dorabiam sobie do studiów. W chwili kiedy podjechała winda skończyłam rozmowę przez telefon z Nino. Powiedział, że będzie za jakieś dziesięć minut. Mamy na ciebie poczekać?

     – Nie. Z tego co wiem, zaplanował już dla was wieczór. Jestem przekonany, że zmieniając jego dzisiejsze plany, bym tego nie przeżył – mówiąc to, zaśmiał się głośno. – Weź, proszę tę różę i bawcie się dobrze. Po spędzonych ośmiu tygodniach razem należy mu się trochę odpoczynku od mojej osoby.

     Oboje śmiejąc się, usłyszeli dźwięk zatrzymującej się windy.

     – To do zobaczenia – powiedziała Haru, szeroko się uśmiechając.

     Zanim jednak Scott zdołał jej odpowiedzieć, ta poczuła nieprzyjemne ukłucie w prawym boku, tuż pomiędzy żebrami. Chwytając się tam, zerknęła w dół na swoją dłoń, która instynktownie zaciskana, próbowała opanować sączącą się strużkę ciepłej, czerwonej mazi. Spojrzawszy z przerażeniem w oczy Scottowi, ten odwrócił się w stronę korytarza, gdzie stała zapłakana nastolatka z wycelowaną w ich stronę bronią, i która bełkotliwym głosem powtarzała w kółko jedno i to samo słowo „przepraszam”. Dziewczyna po nabraniu do płuc powietrza, zamknęła oczy, tak jak doradził nieznajomy. Trzęsącą się ręką zaczęła na oślep strzelać, naciskając raz po razie na spust. Scott, widząc uprzednio jej zamiar, zasłonił swoim ciałem Haru, która ledwo co do ust łapała powietrze. Przytulając jej wiotkie, kruche ciało, czuł, jak jedna kula dosięga jego prawego przedramienia. Kolejna – prawej łydki. W szale padających strzałów próbował zasłonić ich metalowym koszem z praniem. Czyniąc to, poczuł trzecią kulę, która rykoszetem wbiła się w jego głowę. Osuwając się, Haru osunęła razem z nim. Nastolatka, mając zamknięte oczy, przez cały czas naciskała spust, który od pewnego czasu nie reagował, gdyż magazynek był pusty. Wołana z oddali przez chłopaka, który wcześniej dwa razy brutalnie ją potraktował, stała zamroczona przed zamykającymi się drzwiami windy.

     – Musimy iść! Szybko! – krzyczał, ciągnąc ją za ramię.

    Niestety opór, jaki stawiała, to uniemożliwiał. Sprawiała wrażenie, jakby została przyklejona do podłogi. Nie reagowała na żadne ponaglenia, ani komendy. Upuszczając broń na podłogę, sama z impetem na nią upadła.

     – Co ty u licha robisz! Wstawaj!!

Nastolatka zamroczona wizją zbrodni, jakiej dokonała, nie była w stanie uczynić ani jednego kroku. Chłopak w panice nie wiedząc, co ma zrobić, pozostawił ją na miejscu. Sam pobiegł co sił w stronę klatki schodowej, którą pognał w górę, na piętro numer czternaście, gdzie szef czekał na informację czy jest już po sprawie.

     – Mów – nakazał spokojnym głosem, widząc go wchodzącego do apartamentu.

     – Wystrzelała cały magazynek – odparł, ciężko dysząc.

     – Zająłeś się nią?

     – Słucham? – słysząc to pytanie, z przerażeniem zaczął rozglądać się po wszystkich obecnych w pokoju.

     – Gdzie broń i dziewczyna?

     – Nie chciała iść, więc zostawiłem ją tam.

     Mężczyzna, wstał z kanapy i spojrzał na niego z politowaniem. Kiedy chłopak opuścił wzrok, usłyszał, jak ten nakazuje ponowne włączenie kamer na piętrze numer osiem oraz w windzie, w której doszło do zbrodni. Patrząc na dwudziestolatka, który z podkulonym ogonem czekał na kolejne rozkazy, wyciągnął z kieszeni telefon. Po wypowiedzeniu tylko jednego słowa w języku, którego młody nie znał, schował go ponownie do kieszeni.

     – W życiu kieruję się tylko jedną zasadą. A ty właśnie ją złamałeś – mówiąc to, dał znak skinieniem głowy czterem ochroniarzom, którzy stali nieopodal drzwi wejściowych, że czas się zbierać.

     Zanoszący się od płaczu brat dziewczyny, tuląc mocniej ojca, zaczął drżeć na całym ciele. Dopiero w tej chwili zdał sobie tak naprawdę sprawę, co zrobiła jego nieletnia, niewinna siostra.

     – A co z nimi? – spytał stojący po czterdziestce mężczyzna, który nadal kierował w stronę jednego z nich swoją broń.

    Jego kompan, który był w podobnym co on wieku, patrząc na odchodzącego szefa, odwrócił wzrok w stronę młodocianego i jego ojca, po czym bez skrępowania oddał w ich kierunku po dwa strzały. Jeden w głowę, drugi w klatkę piersiową, na wysokości serca. Kolejne dwa były skierowane na dwudziestolatka, który zawiódł zaufanie szefa.

     – Zabierzcie ciała i posprzątajcie tutaj – rzucił, chowając do kabury broń.